No buy/low buy year 2020

Przyszedł nowy rok, a z nim nowe wyzwanie. Przeprowadzka do Warszawy to też finansowe obciążenie, zwłaszcza, że przez jakiś czas byłam bez pracy. Zatem postanowiłam wprowadzić finansowy plan naprawczy i wziąć udział w kolejnym popularnym wyzwaniu – #lowbuyyear.

Takie wyzwania może są i modne, a przeglądając Instagrama czy YouTube mam wrażenie, że co druga osoba realizuje jakieś postanowienie związane z minimalizmem. Myślę, że to fajnie, bo jak zaczyna być modne coś, co dodatkowo dobrze robi planecie i podejściu do konsumpcji, to wszyscy możemy na tym tylko skorzystać.

Ale wracając do konkretnie mojego postanowienia #nobuy/lowbuy. Dotyczy ono nie tylko ubrań i butów, ale też kosmetyków, czy akcesoriów wnętrzarskich, książek i generalnie różnych przedmiotów życia codziennego. Określiłam zasady, które pozwolą mi się trzymać tego postanowienia w sposób realny i usystematyzować cały proces wyzwania i podreperowania finansów. W ramach zasad ujęłam też różne wyjątki od reguły, kiedy to mogę coś kupić, ale wszystko dzieje się na moich warunkach.

CELE (bo podobno realizacja jest wtedy łatwiejsza)

  1. Czas trwania:
    • Maj 2020 – No buy – czyli kompletny brak zakupów do końca maja. Wyjątki to zastępowalność, np. szamponu do włosów, balsamu do ciała, itp. oraz to, co nazywam jednorazową bielizną, czyli cienkie rajstopy – wiem, że będę potrzebowała 2 par.
    • Grudzień 2020 – Low buy – tu wyjątków nie przewiduję, a kiedy przyjdzie mi do głowy, aby coś kupić, będę postępować według kolejnych wskazówek.
  2. Cel rozwojowy: to przede wszystkim odzyskanie kontroli nad własnymi finansami. Kontrolę nad samą szafą i tym, co już mam udało mi się odzyskać jakiś czas temu i mocno się do tego przyczyniły dwie ostatnie przeprowadzki.
  3. Cel finansowy: proszę o fanfary… moim celem finansowym na ten rok jest spłacenie w całości i zamknięcie karty kredytowej. O_O
  4. Cel psychologiczny: dla osób, które nie trywializują ubrań, a to co na siebie zakładają ma jakieś znaczenie, normalnym jest, że myślą o ubraniach. Moim celem psychologicznym jest myśleć o ubraniach mniej. Tak jakieś 70% mniej.

PYTANIA KONTROLNE (do zadania sobie przed zakupem)

  1. Czy naprawdę tego potrzebuję? – to pytanie klucz, które występuje chyba we wszystkich podręcznikach do minimalizmu. Ile i jakich rzeczy tak naprawdę potrzebujemy do życia? Myślę, że nie ma tu poprawnej odpowiedzi, a jednocześnie każda jest dobra, bo każdy ma inny tryb życia. Ideą jest zastanowienie się, czy akurat ta konkretna rzecz, w tym konkretnym momencie jest dla nas niezbędna.
  2. Czy mi się nudzi? – zauważyłam, że większość zakupowych wycieczek zaczyna się od braku innego zajęcia. Nie mam co robić, to przejrzę appkę Zalando Lounge, może są jakieś super oferty, albo zobaczę co nowego w Zarze. Później od zauważenia czegoś, co spontanicznie wpada w oko do kolejnego zakupu jest już bardzo blisko. Zatem mam zamiar pytać siebie, po co w ogóle przeglądam oferty sklepów w necie, kiedy zdarzy mi się to zrobić.
  3. Czy jestem zestresowana? – zakupy to również sposób na kompensację stresu albo smutku, albo braku poczucia własnej wartości, albo dowolnego innego braku. Wiele razy zdarzyło mi się zagłuszać problemy z mojej głowy przedmiotami, które powodowały problemy w moim portfelu, więc to pytanie dla mnie niezwykle ważne.
  4. Czy będę się czuła winna? Czy ukryję ten zakup? – podążające za poprzednim pytaniem, a mocno związane z psychologią mody. Typowe oznaki tego, że jest problem na linii ja-zakupy. Czy zdarzyło Wam się kiedyś chować nowe buty albo przekonywać najbliższych, że dopiero co kupiona bluzka, to jakiś staroć z dna szafy? Mi tak. Dlatego to kolejne ważne pytanie.
  5. Czy mnie na to stać? – niby trywialne, a jednak w czasach, kiedy standardem jest życie na debecie, to często robimy zakupy, na które nas zwyczajnie nie stać. Przez wiele miesięcy żyłam w iluzji, że kwota na moim koncie to moje realne pieniądze, co jednak nie było prawdą. Wiem, że na to pytanie przez dłuższy czas będę musiała sobie odpowiadać „nie”. Sad, but true.
  6. Jak bardzo oddalę się od mojego celu, jeśli to kupię? – albo inaczej, jaką wartość ma dla mnie mój cel versus wartość przedmiotu, który chcę kupić? Zakładając, że to takie, a nie inne wyzwanie, to cel powinien mieć tu wartość kluczową.
  7. Czy i jak moje życie zmieni się po tym zakupie? – kiedyś pisałam tu o tym, że kosztowne zakupy zdarzało mi się robić, bo myślałam, że jak już będę miała tę sukienkę, to będę szczęśliwa albo poradzę sobie w tych butach w trudnej dla mnie sytuacji. Tak się nie dzieje i wiara w to, że być może to prawda, jest totalnie ślepą uliczką.
  8. Czy zakup jest tego wart? – mój chłopak powiedział mi kiedyś, za swoją inspiracją, że „biednego nie stać na tanie rzeczy”. Choć nie zawsze to, co dobrej jakości musi być drogie (patrz: lumpeksy), to w przeważającej liczbie przypadków jest. Dobre buty, które można kupić raz na 5 (albo i więcej) lat, w dłużej perspektywie kosztują nas mniej niż słabe buty kupowane co roku.

ZASADY (do trzymania się)

  1. BUDŻET. W przypadku Low Buy z celem finansowym warto określić sobie budżet na wydatki, które chcemy ograniczyć, może być w skali roku/miesiąca czy w innym wyznaczonym terminie. Kiedyś prowadziłam tu taki Projekt 600, który polegał na ograniczeniu zakupów do 600 zł na rok, co było kwotą, którą wydawał na ubrania statystyczny Polak w 2012 lub w 2013 roku. Ponieważ do końca maja 2020 jestem w fazie No Buy, to budżet ustalę dopiero po zakończeniu tej fazy.
  2. ZASTĘPNIKI. Wiadomo, że rzeczy, których używamy mają swój cykl życia i czasem to życie kończą. W moim przypadku, zdecyduję się na zakup jakiegoś zastępnika, tylko jeśli nie będę miała innej opcji. Na przykład – mam jedną parę czarnych, eleganckich spodni – jeśli nagle zrobiłaby mi się w nich dziura nie do zaszycia, to tylko wtedy zdecyduję się na zakup drugich takich spodni.
  3. CZAS. Na przemyślenie. Większość nieplanowanych zakupów, to coś co spodobało nam się spontanicznie, a system natychmiastowej gratyfikacji usprawiedliwił decyzję o zakupie. Później takie rzeczy lądują na licytacjach, czy na Vinted, jako te raz założone, ale nie do końca w moim stylu, w nieodpowiednim rozmiarze, czy kolorze. W moim przypadku czas na przemyślenie, czy naprawdę mi się to podoba, to 1 tydzień.
  4. ONE IN – ONE OUT. Czyli podstawowe prawo minimalizmu. Coś możemy przyjąć do szafy, tylko jeśli czegoś się z niej pozbędziemy. Ja pozbywam się na bieżąco, na wspomnianym już Vinted, na Allegro czy Marketplace – polecam!
  5. #ZDRUGIEJSZAFY. W trosce o portfel i środowisko, jeśli czegoś będę poszukiwała, zajrzę najpierw do lokalnych lumpeksów, na Allegro albo Vinted. Dopiero później poszukam nowych rzeczy.

No i to tyle, jestem bardzo zdeterminowana, by zrealizować to wyzwanie. Z takiego przyziemnego, ale bardzo ważnego powodu, jakim są finanse osobiste. To, co mogłam zauważyć przez pierwszy tydzień roku, to pamiętanie tej motywacji. Powstrzymało mnie to od zakupu conajmniej trzech toffee latte, dwóch sukienek i jeszcze kilku rzeczy. Ach, zapomniałam wspomnieć – w okresie No Buy, wspomniane toffee latte i inne rozpieszczacze kupowane głównie po drodze do pracy, też wypadają.

Do działania zainspirował mnie między innymi mój chłopak, który finansami zajmuje się profesjonalnie i zawodowo, i któregoś dnia pokazał mi blog i podcast Marcina Iwucia Finanse Bardzo Osobiste. Analizując, jakie są konsekwencje marnego stanu moich finansów, jak bardzo się tym stresuję i jak wiele tracę, poczułam się bardziej niż zmotywowana!

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s