Tonę w ciuchach… znowu

pexels-photo-365066.jpeg

Kojarzycie takie momenty w życiu, kiedy na coś nie mogliście sobie pozwolić? Powody są różne – brak wystarczającej ilości pieniędzy to jeden z głównych, ale też czasami chęć odpowiedzi na zupełnie inny gust osoby, której chcecie zaimponować. To ostatnie brzmi śmiesznie, ale w moim przypadku było niebezpiecznie realne.

W pewnym momencie oba powody przestały mieć znaczenie i kiedy wydanie kilkuset złotych już nie rujnowało miesięcznego budżetu… trochę zwariowałam. Zachłysnęłam się możliwością posiadania większości rzeczy, które przez krótką chwilę chciałam mieć, pomijając cały proces zakupowy, o którym już kiedyś tu pisałam. Tym samym w szafie znalazły się dziwne stroje, składające się z cekinów, piór, tiuli i innych fantastycznych tkanin, które niezbyt nadawały się do noszenia na co dzień, za to świetnie wyglądałyby na super fancy modowej imprezie. Dałam się też ponieść krótkotrwałym trendom, jak na przykład chodzenie w butach do biegania… Zapomniałam o czymś takim, jak własny, spójny styl, przez co zaczęłam się miotać między jedną witryną sklepową a drugą, poszukując co raz to nowych rozwiązań do wrzucenia na siebie.

Dlaczego się tak się stało? Myślę, że zadziałał tu pewien mechanizm kompensacji, który był związany nie tylko z zakupami, ale też ze wszystkimi innymi sferami mojego życia. Kiedy przez dłuższy czas nie możesz czegoś mieć, a później nagle możesz – głupiejesz.

Z mojego zachłyśnięcia się musiałam sobie zdać sprawę dwa razy, żeby je zrozumieć. Pierwszy raz, kiedy po raz kolejny zrobiłam wiosenne wietrzenie szafy i zostałam z dwiema ikeowymi torbami niechcianych ubrań. Drugi raz, kiedy na chwilę wróciłam do jednego z moich ulubionych blogów – Mammamija. Szukałam posta o podróży do Włoch, a mimowolnie znów uderzył mnie genialny styl Ani Rutkowskiej, z myślą „co robię źle?” 

Wyjaśnienie przyszło szybko, a ja musiałam się przyznać do czającej się z tyłu głowy frustracji i uczucia przytłoczenia własną szafą. Jak również do wydawania zdecydowanie zbyt dużej kwoty na ubrania i buty, czy kupowania ciuchów we wzory, za którymi przecież średnio przepadam. Na samej górze tych przewinień potwierdzających ogłupienie, wylądowała sukienka H&M x ERDEM, ta za 6 stówek, w kwiatki, którą miałam na sobie cały 1 raz…

Dziś pierwszy dzień wiosny, we mnie energia do zmian, no i podobno uświadomienie sobie problemu to już połowa sukcesu w rozwiązaniu go – zatem, do dzieła Iza!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s