Zrównoważona moda i #whomademyclothes a gotowość świata do zmian.

żółta sukienka

O tym, dlaczego lubię H&M pisałam Wam już tu. Jakiś czas temu marka wypuściła kolejną już kolekcję ubrań Concious Exclusive, opublikowała kolejny już Sustainabilty Report, a na blogu Michała Zaczyńskiego pojawił się wywiad z Catariną Midby – sustainable fashion advisor H&M – z mnóstwem ciekawych wniosków. Jutro – 24 kwietnia, rocznica tragedii szwalni Rana Plaza w Bangladeszu i ustanowiony w zeszłym roku Fashion Revolution Day, wspierany akcją #whomademyclothes. Czy zrównoważona moda dostała w końcu prawdziwą szansę na zaistnienie? 

Ciuchy – zainteresowanie banalne i powierzchowne, uważane za puste, bez większej filozofii. Dla niektórych jednak całe życie. Według danych Światowej Organizacji Handlu, rynek tekstylny rozwija się średniorocznie o 8%, podczas gdy inne rynki zwiększają swój rozwój o 2%. Wielkie koncerny odzieżowe wpływają znacząco na gospodarkę światową, dając pracę milionom osób, od sprzedawców, poprzez dostawców, na szwaczkach kończąc. Prawie każda osoba na świecie związana jest z ubraniami, bo musi je kupować lub tworzyć. Patrząc na ciuchy i ich znaczenie w globalnym ujęciu, temat nie wydaje się być już taki banalny. A już na pewno mało puste i nic nieznaczące są majątki Amancio Ortegi (właściciela koncernu Inditex), Karla-Johana Perssona (CEO H&M), czy ubiegłoroczna wycena marki LPP na blisko 20 miliardów złotych.

Rynek odzieżowy – przez swoją wielkość i ilość powiązań ma ograniczony potencjał na zmiany, a każda z nich zajmuje bardzo dużo czasu. Jednak wobec rosnącej świadomości konsumenckiej już udało się wprowadzić pewne udogodnienia, a większość perspektywicznie myślących firm, małymi krokami dąży do zrównoważonej mody. Sustainable fashion, slow fashion, zrównoważona moda – to taki sposób produkowania i promowania ubrań, gdzie na, równie ważne jak sprzedaż, pozycje wysuwają się: godna praca i płaca dla pracowników każdego szczebla; dbałość o środowisko i zużycie zasobów naturalnych; przywiązywanie wagi do trwałości materiałów; pomoc w samodzielnym dbaniu o ubrania i recycling zużytych materiałów.

HM raport

Tragedia, która wydarzyła się w Rana Plaza zwróciła dużo większą uwagę świata na problem warunków pracy rynku tekstylnego na Dalekim Wschodzie, niż jakikolwiek protest, strajk, czy akcja organizacji pozarządowej. Oczywiście źle się stało, że zginęli ludzie, ale wydaje mi się, że ich „mimowolne poświęcenie” wiele zdziałało i jeszcze zdziała dla poprawy warunków pracy w przemyśle tekstylnym. Świadczy o tym choćby konkretny hejt internetowy na Benetton, który do tej pory nie wypłacił odszkodowań rodzinom ofiar tragedii i na LPP, które w absurdalny sposób samo uznało się za jeszcze jedną z ofiar. Konsumenci bardzo bardzo powoli, ale jednak otwierają oczy, widzą wyzysk i być może już zastanawiają się, że nie wystarczy obraźliwy komentarz, czy udział w wydarzeniu na Facebooku.

A co robią firmy? Jedne więcej, inne mniej, niektóre zupełnie nic. W dążeniach do zrównoważonej mody na prowadzenie zdecydowanie wysuwa się wspomniany wcześniej H&M, za co, jak słusznie zauważył Michał Zaczyński, zbiera baty od organizacji Clean Clothes Campaign, że wciąż robi i udowadnia za mało. Racja pewnie jak zwykle leży pośrodku, ja, jako świadomy konsument, cieszę się z działań H&M, dlatego, że są. Szczere przyznanie się marki, do tego że stawia na zrównoważoną modę, aby za 20 lat nadal być liderem w sprzedaży ubrań i ich dotychczasowe wizjonerstwo, które przyniosło ogromny sukces, pozwala mi wierzyć, że w przyszłości trendy konsumenckie również pójdą w stronę slow fashion. Dziwię się jednak, że nie dostrzegają tego inne koncerny i w ogóle nie myślą o tym, aby iść drogą zrównoważonej mody. Wydaje mi się, że za kilka lub kilkanaście lat dojdzie na świecie do ogromnego przesycenia tanimi ubraniami wątpliwej jakości, które staną się po prostu „niemodne”, tak, jak „niemodne” na drogach są samochody, które spalają 30l benzyny na 100km i wytwarzają tony spalin.

Po drugiej stronie tej modowej zawieruchy stoją obiorcy, konsumenci, ludzie, którzy ubrania noszą, czyli my wszyscy. Nasza świadomość się zwiększa, to niezaprzeczalne. Jednak na jakich konsumentach najwięcej zarabiają tanie sieciówki? Na młodych ludziach, którzy niekoniecznie myślą już na tyle empatycznie, by przy oglądaniu kolejnego t-shirtu za 20zł, zastanawiać się nad losem osoby, która go uszyła. Nastolatkowie, dla których naturalna i najważniejsza jest potrzeba akceptacji przez środowisko, a przecież żaden z rówieśników nie uzna mnie za fajnego, jeśli nie będę nosił ciuchów zgodnych z aktualnymi trendami… Tylko, że trendy obecnie trwają w najlepszym przypadku – jeden sezon. Oczywiście, nie można powiedzieć, że tylko nastolatkowie są odpowiedzialni za niewielki entuzjazm społeczeństwa wobec zrównoważonej mody.

Myślę, że potrzebujemy kilku pokoleń, w których przeminie zachłyśnięcie się możliwością zakupów za bezcen, gdzie bardziej będziemy poszukiwać swojego własnego stylu, niż ślepo podążać za błyskawiczną modą. W czasach, kiedy z nadmiaru trendów, nie będziemy potrafili wybrać jednego lub kilku wiodących motywów, na których może się oprzeć sposób ubierania się danej grupy społecznej – wszystko będzie modne. Będzie liczył się styl i wyjątkowość. Taki, który nie potrzebuje wymiany szafy co 3 miesiące i którego warto się trzymać, bo jest mój, wyraża moje wnętrze. Wtedy łatwiej będzie nam znieść barierę, która moim zdaniem, stanowi największą przeszkodę w przyswojeniu slow fashion – pieniądze albo raczej ceny ubrań.

To, ile coś kosztuje, w 90% przypadków determinuje decyzję o zakupie, zwłaszcza w przypadku ubrań. W Polsce sytuacja jest o tyle trudniejsza, że w stosunku do krajów Europy Zachodniej, zarabiamy bardzo mało. Sieciówkowa cena ubrania jest na mniej więcej takim samym poziomie we wszystkich lokalizacjach. Powoduje to, że częściej skusimy się koszulkę z poliestru, która kosztuje 19,99 zł niż na taką z bawełny organicznej, z domieszką lnu, która kosztuje 59,99 zł. A gdybyśmy mieli wydać na koszulkę z bawełny organicznej, wykonanej z dbałością o środowisko w dobrych warunkach pracy, 79,99 zł? To skandal! Za zwykły t-shirt? Tyle pieniędzy?! Niestety, ludzka praca kosztuje. Pytanie, czy większym skandalem dla nas jest, kiedy ktoś zaniża wartość naszej pracy i proponuje niezbyt korzystne warunki zatrudnienia czy kiedy my sami zaniżamy wartość pracy robotników z Dalekiego Wschodu naszym wyborem zakupowym? 

Na koniec chciałabym Wam przypomnieć o akcji #whomademyclothes, organizowanej przez Fashion Revolution w dniu rocznicy tragedii Rana Plaza (jutro). Wystarczy, że zrobicie sobie zdjęcie w Waszym ubraniu, wywróconym na lewą stronę z widoczną metką i umieścicie je publicznie na profilu społecznościowym, opatrzone nazwą firmy, która wyprodukowała Wasz ciuch i hashtagiem #whomademyclothes. Pierwsza edycja akcji w zeszłym roku wywołała niemałe poruszenie w świecie mody, mam nadzieję, że w tym roku rozgłos i Wasz udział będzie dużo większy. 🙂

Oba

Ten długi post to tylko kawałek moich spostrzeżeń związanych ze zrównoważoną modą, ale bardzo chciałabym poznać Wasze zdanie na ten superważny temat – zapraszam do komentowania.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s